“Gender and the ideal. Representations of Femininity…”

November 10, 2011 in Hannah Champion, Residences 2011, Workshops

Hannah Champion’s first workshop is already over. Last Sunday, the artist and the participants – young women form Poznań – tackled the issue of femininity in the public space. Their inspiration were socialist realist posters form the National Museum of Poznań’s collection, depicting women in various social roles. The participants compared their knowledge and perception of the subject with that of the artist, and then went on to discuss their own image of femininity.

Drawing inspiration from Iris Marion Young’s and Augusto Boal’s theories, Hannah proposed various activities which highlighted the differences between the gender performances of men and women in the public space. Group exercises stimulated the women’s creativity and body awareness. Among other things, the participants had a chance to check whether it is true that women take up less space in the public sphere.

The workshop was concluded with a discussion about how modern women are represented in the media and what is the social image of women self-describing as feminists. Young Poznań women admitted that although many oppressive schemes are still present, they see positive changes in the status of women in Polish society and culture.

Workshop: Gender and the Ideal

November 6, 2011 in Hannah Champion, National Museum in Poznan, Residences 2011, Resident's text, Workshops

Dzisiaj miałam warsztaty w poznańskim Muzeum Narodowym. Uznałam, że dobrze wypadły; pojawiło się kilka świetnych osób, które naprawdę zaangażowały się w dyskusję o kobietach w kulturze i reprezentacji kobiecości we współczesnej Polsce. Najpierw zajęłyśmy się radzieckimi plakatami propagandowymi, które wybrałam ze zbiorów działu plakatu muzeum. Rozmawiałyśmy o tym, jak można odbierać te plakaty i o tym, jaki obraz i przesłanie chciały one przekazać. Potem przeszłyśmy do Iris Marion Young i Augusto Boala, wykorzystując ich teorie i ćwiczenia, żeby poznać możliwości naszych ciał.

Po ćwiczeniach rozwinęła się fascynująca dyskusja – ten temat jest tak obszerny i kontrowersyjny, że nie można sie zgodzić z każdym, ale uważam, że właśnie przez to jest jeszcze ciekawszy. Słuchała opowieści o wszystkim, co wiąże się z życiem kobiet mniej więcej w moim wieku i o tym, jak dorastały jako kobiety w polskiej kulturze. Naprawdę zainspirowała mnie jedna z nich, która opowiadała o szacunku, jakiego doświadczyła ze strony otoczenia. Nie czuła, że musi dostosować się do jakiegoś ich wyobrażenia o tym, jaką ma być kobietą. Mimo to zastrzegła, że wolałaby nie określać się jako feministka, ponieważ w Polsce to słowo jest dość ryzykowne (tak samo jak w wielu innych krajach z powodu skojarzeń z „paleniem staników i nienawiścią do mężczyzn”). Dodała jednak, że jeśli przedstawi się swoje (feministyczne) poglądy, unikając tego niebezpiecznego słowa, większość zazwyczaj się z nimi zgodzi. Słowo „feministka” powoduje, że każda opinia i argument, nawet uzasadnione, są zbywane wzruszeniem ramion. Spotkanie z tymi kobietami i wysłuchanie ich opinii na ten temat było dla mnie bardzo pomocne.

Mam nadzieję, że one tez wyniosły coś z moich warsztatów, choćby tylko poczucie wspólnoty i pozytywne poglądy na nierzadko dość trudny temat.

Chciałabym podziękować Muzeum Narodowemu w Poznaniu za udostępnienie miejsca na warsztaty oraz działowi plakatu za inspirację do zainteresowania się plakatem i propagandą. Jest wspaniały, jeśli kiedykolwiek potrzebowalibyście pomocy w tej dziedzinie, gorąco zachęcam, żeby zgłosić się do nich. Bardzo mi pomogli i znaleźli dla mnie mnóstwo lektur, które jak ulał pasowały do moich pomysłów.

one

November 4, 2011 in Hannah Champion, Residences 2011, Resident's text

Tak więc wszystko zaczyna się od tego obrazka. To była pierwsza rzecz, którą zobaczyłam po przyjeździe do Polski i myślę, że całkiem nieźle mnie określa. Jestem artystką wizualną i filozofką z Dundee w Szkocji. Interesują mnie reprezentacja kobiet w kulturze i mediach społecznościowych, zinstytucjonalizowany nadzór i kara, konsumpcjonizm oraz ciasto.

To moja pierwsza wizyta w Polsce. Kiedy zobaczyłam kartkę, którą wymachiwała do mnie dziewczyna na lotnisku, od razu poczułam się mile widziana.

–  Myślałam, że będziesz ciasteczkowym potworem. – powiedziała Roksana z uśmiechem.

Pojechałyśmy do Poznania, mijając mieszaninę domów jak z klocków Lego, surowych pomników i zrujnowanych zabytków. Nie spałam od czwartej rano, więc czułam się dość niewyraźnie. Dziewczyny z M-pra zabrały mnie na śniadanie, które pozwoliło mi nabrać trochę sił i otworzyć oczy, a potem zaczęłam rozglądać się po okolicy. Po zjedzeniu talerza jajek sadzonych i orzeźwiającej kawie włóczyłam się po mieście godzinami.

Zaprzyjaźniłam się z portierem budynku, w którym mieszkam. Nie mówi po angielsku, a moja znajomość polskiego kończy się na “cześć” i “mała świnka”. Proszę go o klucz, uśmiechając się i wymachując rękami jak szalona. Kiedy nie rozumiem, krzyczy, coraz głośniej i głośniej, jakbym była stereotypową turystką. Potem śmiejemy się do rozpuku i dostaję klucz. Wypracowaliśmy sobie całkiem fajny układ.

Pierwszego wieczoru w Poznaniu Roksana zabrała mnie na kolejny spacer. Miasto pachniało zrudziałymi liśćmi i dymem. Zaszczekał pies, a Roksana powiedziała mi, że lubi ten dźwięk. Dotarłyśmy do katedry i przemknęłyśmy się przez drzwi o klamkach w kształcie ryb. Bezcielesny glos odbijał się od filarów. Mocny ton, słowa jak posolony, ciągnący się karmel, mruczące katolicką modlitwę. Znane, starodawne słowa. Budynek przemawiał do nas, kiedy stąpałyśmy po zabytkowych płytach. Po twarzach królów.

Opowiedziała mi o moście, po którym przeszłyśmy. Na jego otwarcie sprowadzono słonie i inne zwierzęta z zoo, a potem kazano im chodzić po moście cały dzień, żeby ludzie przekonali się, jaki jest trwały. W powietrzu o kolorze czekolady z pomarańczą słoniowy most wyglądał na solidny. Roksana przypomniała sobie, jak jest “smog” po angielsku, a ja zaśmiałam się w szalik.

Mój nowy dom znajduje się niedaleko Starego Rynku. Przed budynkiem jest targowisko, pełne olbrzymich dyń, guzowatych cukinii i zniczy na dzień Wszystkich Świętych.


Jeszcze nigdy nie brałam udziału w obchodach tego święta. Drugiego dnia włączyłam się w ogólny nastrój refleksji. Porozrzucane znicze i kwiaty leżały wśród prawie pustych straganów. Dotknęłam srebrnych żyłek pajęczej sieci, która lśniła w listopadowym słońcu. Wróciłam tam, gdzie wczoraj, na cmentarz wojskowy. Wszystko było żółte; pod stopami chrzęściły stosy kruchych liści.

Dzieci o policzkach rumianych jak jabłka rozkopywały je, wymachując ramionami. Złote liście spływały strumieniami z drzew, zbierane przez kobiety, które trzymały w je dłoniach, okręcając je w palcach i wyginając łodyżki.

Minęły mnie dwie zakonnice o pomarszczonych policzkach i rękach założonych za plecy. Jedna uśmiechnęła się do mnie i nagle uświadomiłam sobie, ile dziur jest w moich rajstopach i jaką krótką mam spódnicę.

Jakiś chłopiec rozgarniał stos lisci, a jego siostra śmiała się, leżąc w dziecięcym wózku. W rękach trzymała liście i okręcała się wokoło, chcąc zobaczyć, co robi jej brat. Ona miała jasne włsoy, on pasiastą czapkę. Ucieszył mnie ich widok.

Zachwyciła mnie idea „babki”. To tradycyjne polskie ciasto, a jego nazwa oznacza również „babcię”. Kształtem przypomina wirującą w tańcu spódnicę. Mam nadzieję, że babcia Roksany nauczy mnie piec babkę. Mam też nadzieję, że znajdę spódnicę, która będzie wirować w tańcu.

Trzeciego dnia wybrałam się do poznańskiego museum. Było tam tyle obrazów, że pod koniec szumiało mi trochę w głowie, a wielka sala gier i zabaw wyglądała ogromnie zachęcająco. Można też było zobaczyć dużo nagiego ciała. Bardzo spodobali mi się Alfred Wiśniewski, Franciszek Jaźwiecki i Wojciech Weiss.

Poranek czwartego i piątego dnia spędziłam w dziale plakatu poznańskiego muzeum z Karoliną i Barbarą. Wyszukały dla mnie tyle książek do obejrzenia, a ja znalazłam tyle obrazów, którymi chciałam się zająć, że aż byłam zakłopotana, mówiąc im, ile rzeczy chcę skserować. Plakaty są fascynujące – taka mocna ideologia, takie potężne przesłanie na dwuwymiarowej kartce papieru. Właśnie czytam esej Susan Sontag “Posters: Advertisement, Art, Political Artifact, Commodity” (“Plakaty: reklama, sztuka, polityka, towar”) Mam nadzieję, że dzięki niej wpadnę na nowe pomysły do mojej pracy.

Hannah Champion. Workshop for women

October 30, 2011 in Hannah Champion, Residences 2011, Workshops

H. Champion, Crimson Smacks, Voracious maw show, 2011, © Hannah Champion

H. Champion, Crimson Smacks, Voracious maw show, 2011, © Hannah Champion

An MPRA (International Programme for Artists in Residence) workshop.

A workshop for women of all generations (up from 16 years old) followed by an exhibition of posters from the Poznań National Museum collection.

Work with your body – body awareness-raising exercises, locating your body in space and in relation to the bodies presented in the posters;

Discussion – how are women presented in the media and what is their body awareness level

Watching the body in space with reference to Iris Marion Young and Augusto Boal’s Theatre of the Oppressed.

Sunday 6 November 2011

3.00 PM

Admission free

Number of seats limited. You can book by phone at 61 85 68 137/136, Monday to Friday, 8.00 – 3.30. PM.

Venue: Poznań National Museum, Art and Sculpture Gallery, Al. Marcinkowskiego 9, Poznań, Poland